Kiedy zaczynał pracę w Mako, NASA potwierdziła obecność wody na Marsie, a świat żył zmaganiami sportowców na Letnich Igrzyskach Olimpijskich w Pekinie. Adam Cieślakowski jest programistą, który lubi przekraczać granice! Niedawno wrócił z USA, gdzie realizował jeden z projektów. Z tej historii dowiecie się więcej o jego 10-letniej pracy w Mako, projektach, podróżach i nie tylko. Adam dużo opowiada o tym, na co warto zwrócić uwagę, gdy już jest się w USA. Poznajcie go.

 

Fun 2 Dive Manatee Tours

 

1. Należysz do grona osób, które miały okazję pracować przy projekcie za granicą. Pewnie gdy zaczynałeś te 10 lat temu nie miałeś pojęcia, że tak się to może potoczyć. Opowiedz, jak się to wszystko zaczęło?

Studiowałem informatykę na Uniwersytecie Łódzkim na Wydziale Matematyki i Informatyki. Przed maturą miałem dylemat. Chciałem zdawać na prawo i rozwijać się pod katem humanistycznym, ale pod koniec liceum uznałem, że to nie ma sensu, że wolę robić coś konkretnego. To był zwrot o 180 stopni – zapisałem się na kursy matematyczne, żeby zdawać na studia informatyczne. MakoLab wybrałem przede wszystkim ze względu na to, że mieszkałem niedaleko, zaledwie dwie ulice od firmy, więc do pracy chodziłem pieszo. Skoro firma była po sąsiedzku stwierdziłem, że muszę spróbować. MakoLab szukał osoby, która będzie zajmowała się wydrukami. Zacząłem pracować na ostatnim roku studiów. To był sierpień 2008 roku. Oczywiście od tego czasu zdążyłem się już przeprowadzić, ale z Mako dobrze mi się współpracuje, dzieją się ciekawe rzeczy, więc jestem 😉.

 

2. Czym dokładnie zajmujesz się w MakoLab?

Obecnie jestem programistą .Net i SQL Server w zespole Business Solutions. Produkujemy systemy biznesowe, w tym CRM i ERP. Obsługujemy zarówno polskich jak i zagranicznych klientów.

 

3. A jak wyglądały Twoje początki w Makolab? Czy zawsze tym się zajmowałeś?

Na początku pełniłem już dość odpowiedzialną funkcję, bo zostałem głównym programistą w małym zespole zajmującym się przygotowywaniem wydruków dla BRE Banku w technologii XSL. Chyba dobrze się w tej roli spełniłem, ponieważ po niecałym pół roku pracy otrzymałem „Mako Book Award” za debiut roku. Miałem dobre wejście 😉

 

4. Należysz więc do tych osób, które łatwo odnajdują się w nowych warunkach i szybko potrafią się usamodzielnić.

Możliwe, dziękuję. Później realizowałem już ten projekt samodzielnie 😉. Technicznie był dość prosty. Moja praca sprowadzała się do pisania transformat XSL oraz rozwijania narzędzia wspomagającego ich tworzenie. Po ukończeniu studiów ze średnią 4.97 miałem ambicję, by brać udział przy tworzeniu bardziej złożonych rozwiązań. Nie chciałem zamknąć się w tym jednym projekcie, chciałem się rozwijać i robić coś więcej. Po dwóch pierwszych latach pracy w MakoLab dostałem propozycję od ówczesnego dyrektora produkcji, bym został głównym programistą .Net w zespole tworzącym system handlowo – magazynowy Fractus 2. Oczywiście przyjąłem propozycję. Po jakimś czasie, po przyjściu Marcina Kotyni, zespół przekształcił się w Business Solutions. Co ciekawe, Marcin był moim czwartym kierownikiem w Makolab i pozostaje nim do dziś. Współpracujemy razem już od 7 lat.

 

5. Pamiętasz swój pierwszy projekt realizowany już w zespole Business Solutions?

Pierwszy projekt był dla Pawlik Nieruchomości – system CRM, który jest używany przez Klienta do tej pory. Spośród projektów wykonywanych dla BS jednym z najważniejszych był system wspomagający pracę agentów ubezpieczeniowych w procesie sprzedażowym dla PZU Litwa. System został nazwany LICOSS co oznaczało, o ile dobrze pamiętam, Life Insurance Contract Sales System. Autorem tej nazwy był prezes MakoLab Wojciech Zieliński.

 

6. Wtedy już zaczęły się Twoje pierwsze służbowe wyjazdy zagraniczne?

Tak, w trakcie realizacji tego systemu mogłem często podróżować do Wilna. Zawsze podróżowaliśmy większą ekipą i zawsze samochodem. Ze względu na moją chorobę lokomocyjną, za każdym razem chciałem prowadzić, bo dzięki temu dobrze znosiłem tę daleką podróż. W większości przypadków więc, prowadziłem całą drogę w obie strony. Prawdopodobnie gdybym nie był programistą to zostałbym kierowcą.

Ponieważ uwielbiam zwiedzać, za każdym razem starałem się coś w tym Wilnie zobaczyć, chociaż zdarzały się i takie wyjazdy gdy na nic poza spotkaniami nie było już czasu. Najbardziej zapadł mi w pamięć pierwszy wyjazd. Po całodziennym spotkaniu mieliśmy już niewiele czasu przed zmrokiem, ale zdołaliśmy z prezesem Wojciechem Zielińskim przejść w niecałe dwie godziny cała starówkę Wilna, łącznie z wejściem na basztę Giedymina. W tym samym roku za pracę przy tym projekcie dostałem drugą „Mako Book Award”. Tym bardziej cieszy to, że system, w którego tworzeniu brałem udział, nadal działa, Klient na nim pracuje, jest w nim przeprowadzany cały proces sprzedażowy.

 

7. Z czasem pojawiło się też w Twoim przypadku nie samo tworzenie usług, ale produktów.

Tak, najwięcej czasu w MakoLabie poświęciłem na pracę nad systemem ERP tzw. „platformą ERP”. Był to najbardziej złożony system, nad którym pracowałem. Mogę go z czystym sumieniem nazwać produktem. Spośród wszystkich systemów BS był on wdrożony u największej liczby klientów, głównie u tych, u których stosuje się produkcję zleceniową.

 

8. No dobrze, a jak to było z tym wyjazdem do Stanów Zjednoczonych? 

Było to zasługą wielu innych osób oraz podjętej przeze mnie w odpowiednim momencie decyzji. Najpierw wiceprezes Mirosław Sopek znalazł potencjalnego klienta w Gainesville, z którym odbył wstępne rozmowy. Potem na Florydę poleciał Marcin Ośmiałowski i, o ile pamięć mnie nie myli, spędził tam tydzień, podczas którego odbył szereg spotkań z klientem, zbierając informacje o rozwiązaniach, które obecnie u nich działają i o zapotrzebowaniu na nowy system. Po powrocie do Polski pozyskane informacje zostały przeanalizowane i zadecydowano, że ze względu na specyfikę systemu najlepiej będzie, gdy realizacją zająłby się zespół Business Solutions. Wtedy to Marcin Kotynia zapytał mnie czy chciałbym wziąć udział w jego realizacji, co wiązałoby się z dłuższym pobytem w USA. Odpowiedziałem, że bardzo chętnie, ale ostatecznie odpowiem nazajutrz po rozmowie z żoną.

 

9. I co na to Twoja żona? 

Żona zgodziła się mnie wypuścić z domu, więc podjąłem wiążące zobowiązanie do udziału w tym projekcie 😉 Wtedy to Mirosław Sopek wraz z Marcinem Kotynią polecieli do USA. Podczas tego pobytu ustalono bardzo istotne szczegóły dotyczące systemu, który mógłby zostać przez nas realizowany. Musieliśmy natomiast stanąć do przetargu. Marcin zaczął przygotowywać specyfikację systemu, którą wspólnie kończyliśmy po jego powrocie do Polski. Jak się później okazało, to szczegółowość i precyzja specyfikacji, która została dołączona do naszej oferty, zadecydowała o wyborze MakoLab jako dostawcy systemu. Start prac nad systemem został ustalony na początek listopada 2017, a mój pierwszy pobyt na Florydzie zaplanowany został na koniec listopada i początek grudnia. Miałem wrócić do Polski na tydzień przed Bożym Narodzeniem.

 

10. No i musiałeś zacząć przygotowania, pewnie musiałeś załatwić sporo spraw przed wylotem…

Na miesiąc przed planowanym wylotem zacząłem załatwiać wszystkie formalności. Decydujące było uzyskanie wizy B1/B2, która umożliwiała mi odbycie podróży służbowej w USA. Tu największą trudnością było skrupulatne wypełnienie wniosku online, który jest bardzo szczegółowy oraz sam spacer z dworca do konsulatu, gdyż tego dnia było bardzo zimno :). Sama rozmowa z konsulem poszła natomiast bardzo gładko.

Była to dla mnie pierwsza podróż poza stary kontynent, więc miałem trochę tremy. Zawsze w przypadku USA pozostaje margines niepewności czy zostanie się wpuszczonym na teren USA przez urzędnika imigracyjnego już po wylądowaniu.

Ostatecznie byłem bardzo dobrze przygotowany do tej podróży zarówno od strony zawodowej jak i prywatnej. Miałem dokładnie określone zadania dotyczące realizowanego projektu, które miałem zrealizować w podróży. Mój pobyt obejmował 3,5 weekendu, więc skrupulatnie jeszcze w Polsce przygotowałem szczegółowy plan podróży po Florydzie, by jak najlepiej wykorzystać również czas wolny. Udało mi się również uzyskać zgodę Mirka by weekend, który kończył moją podróż spędzić w Nowym Jorku, z którego mamy bardzo dobre połączenia z Polską, za co jestem mu bardzo wdzięczny.

 

11. A co działo się już tam, na miejscu?

Na miejscu przez prawie cały mój pobyt w Gainesville był też ze mną wiceprezes Mirosław Sopek, który pomógł mi w bardzo wielu sprawach tam na miejscu. Natomiast wszystkie loty (było ich łącznie 6) odbywałem sam. Mimo przygotowania i tak kilka rzeczy mnie zaskoczyło. Pierwszy raz jeździłem samochodem z automatyczną skrzynią biegów. Przez pierwsze dwa dni zaliczyłem kilka ostrych hamowań 😉

Miałem też śmieszną przygodę podczas pierwszego tankowania samochodu. Pojechałem na stację i zacząłem tankować samochód jak to zawsze robię w Europie. Okazało się jednak, że w USA najpierw płaci się za benzynę, a dopiero potem można ją zatankować. Doprowadziło to do niemałego zamieszania na stacji, które na szczęście udało się szybko wyjaśnić. Swoją drogą, co mnie akurat nie zaskoczyło, bo sprawdziłem to wcześniej, ceny paliwa w USA w odróżnieniu od cen żywności są znacznie niższe niż w Polsce. W Gainesville 2.40 USD za galon – zależy od kursu, ale dzisiaj byłoby to mniej więcej 2,20 PLN za litr, a są miejsca gdzie jest jeszcze taniej.

Na szczęście w USA dość łatwo się odnaleźć ze względu na to, że wszyscy mówią po angielsku. Trudnością w komunikacji na pewno są inne jednostki miary. Pewną trudność wprowadza również to, że podawane są ceny netto, co utrudnia obliczenie, ile się faktycznie w sklepie zapłaci.

Art Deco

Była też drobna rzecz która mnie zaskoczyła w parkach stanowych. Za parkowanie i pobyt w parku stanowym płaci się 4 dolary. Przy wjeździe stoi skrzynka z kopertami i instrukcja, która mówi by włożyć gotówkę do koperty, oderwać kawałek koperty zaznaczony przez perforację, wrzucić kopertę z pieniędzmi do skrzynki i powiesić oderwany kawałek na lusterku samochodu. Niby wszystko jasne, ale przyznam, że musiałem przeczytać to 3 razy, gdyż z tego typu płatnością spotkałem się po raz pierwszy. Obie części koperty posiadają ten sam numer, by można było przeprowadzić weryfikację czy faktycznie płatność została dokonana.

 

12. A jak wyglądał Twój dzień pracy w USA?

W tygodniu codziennie o 8:00 rano stawiałem się w biurze klienta, gdzie spędzałem cały dzień. Podczas tego pobytu udało się zrealizować cały plan i pod koniec grudnia zamknęliśmy pomyślnie pierwszy etap projektu.

 

13. Zostało Ci trochę czasu na podróżowanie?

Starałem się maksymalnie wykorzystać czas w weekendy. Miałem ich aż 3, więc sporo zwiedziłem. Podczas jednego z weekendów zrobiłem roadtrip na południe stanu Floryda. Wyjechałem w piątek bezpośrednio po zakończeniu pracy. W 6,5 godziny dojechałem do miejscowości Florida City i przenocowałem tam. W sobotę skoro świt wyruszyłem na wyprawę przez Florida Keys malowniczą drogą Overseas Hwy. Zrobiłem sobie krótki postój w Robbie’s Marina na samodzielne karmienie bardzo dużych ryb tarponów i … pelikanów. W niecałe 3h dojechałem do Key West – najbardziej wysuniętego na południe skrawka USA, do którego można dojechać samochodem z kontynentu. Spędziłem tam 8h obowiązkowo zaliczając zdjęcie w Southermost Point (który nie jest tak naprawdę najbardziej wysuniętym dostępnym publicznie miejscem na Key West), wizytę w domu Hemingwaya oraz najpiękniejszą plażę na KeyWest w parku historycznym Fortu Zachary’ego Taylora (to jest najbardziej na południe wysunięte miejsce w Key West dostępne publicznie). Wieczorem wróciłem do Florida City na nocleg. Poza zapierającymi dech widokami na Florida Keys widziałem też w wielu miejscach przy drodze hałdy odpadów po zniszczeniach spowodowanych przez Irmę, które jeszcze nie zostały uprzątnięte przez służby.

25073401_1785538714824959_7503710404172674230_o

W niedzielę wczesnym rankiem zawitałem w Miami. Sam już przejazd samochodem przez to jedno z największych miast Florydy, zrobił na mnie duże wrażenie. Spędziłem 1,5h na South Beach i w rejonie hoteli w stylu Art Deco. Potem pojechałem do Parku Narodowego Everglades. Dowiedziałem się mnóstwo rzeczy o miejscowej faunie, np. tego, że sępy w parku zjadają gumowe części samochodu, dlatego trzeba zakrywać samochody darmowymi płachtami. Żurawie na Florydzie są bardziej niebezpieczne dla ludzi niż aligatory, a park boryka się z ogromnym problemem pytonów, które są gatunkiem inwazyjnym, a rozprzestrzeniły się z powodu nieroztropności ludzi, którzy wypuszczali swoje zwierzątka domowe na wolność, gdy się im znudziły.

Byłem też na farmie aligatorów, gdzie przepłynąłem się airboatem po moczarach oraz miałem najbliższe podczas całej podróży spotkania z aligatorami. Gdy dopływaliśmy airboatem do brzegu miałem dorosłego aligatora na wyciągnięcie ręki. Później miałem okazję również trzymać aligatora, ale był to młody osobnik.

La Chua Trail & Alachua Sink

 

14. Tempo podróży naprawdę imponujące 😉

Innego dnia odwiedziłem też Kennedy Space Center – połączenie muzeum lotów kosmicznych z parkiem rozrywki, gdzie można zobaczyć takie unikatowe eksponaty jak prom kosmiczny Atlantis i moduł dowodzenia Apollo 14, które wróciły z przestrzeni kosmicznej. Największym eksponatem jest rakieta Saturn V złożona częściowo z wersji testowej rakiety, jak i z części przygotowanej na niedoszły lot Apollo 19. Rakiety Saturn V były wykorzystywane we wszystkich misjach Apollo. Można też dotknąć kamienia z księżyca lub wziąć udział w bardzo realistycznej symulacji startu promu kosmicznego. Niemniej moja wizyta w KSC wiązała się też z lekkim zawodem, gdyż moim pierwotnym planem było obserwowanie z tego miejsca startu rakiety Falcon. Niestety lotu z programu SpaceX cechują się tym, że są często przekładane. Ten był przekładany czterokrotnie. Z tego powodu niestety nie zobaczyłem tego startu, bo już musiałem wylatywać do Nowego Jorku.

Kennedy Space Center

 

15. Ale za to przejechałeś wynajętym samochodem na Florydzie 1880 mil! Ile to kilometrów?

Tak, starałem się maksymalnie wykorzystać czas wolny. Po przeliczeniu będzie to ponad 3000 km. Ostatni weekend to, parafrazując tytuł świątecznego klasyka, „Adam sam w Nowym Jorku”. Spędziłem tam 2 pełne dni i zobaczyłem bardzo dużo. Byłem w MoMA, na Times Square, w One World Observatory, na Wall Street, na piedestale Statuy Wolności, na moście Brooklyńskim, w Top of the Rock Observatory w Rockefeller Center, Grand Central Terminal, pod Empire State Building, przy choince pod Rockefeller Center, w katedrze Św. Patryka, przeszedłem cały Central Park, a na koniec przejechałem kolejką linową na Roosvelt Island i z powrotem. Każdy mój wolny dzień w USA był bardzo intensywny. To, co najbardziej zapamiętałem z Nowego Jorku to przepiękne widoki Manhattanu spoza Manhattanu, Statuę Wolności, gdyż jest to jedyne miejsce do którego nie wszedłbym gdybym nie kupił biletu z dużym wyprzedzeniem. Minusem zwiedzania Nowego Jorku jest konieczność przechodzenia kontroli bezpieczeństwa takich samych, jakie przechodzi się na lotniskach. W sobotę tylko podczas zwiedzania miałem 4 takie kontrole, jedną w One World Observatory, dwie kolejne, by wejść na Statuę (jedna przed wejściem na prom i druga przed wejściem do samego monumentu) oraz jedna kontrola przed Top of the Rock Observatory, ale było warto.

Statue of Liberty

 

16. Było o współpracy z klientem, o podróżach, a co Ci się najbardziej podobało w USA właśnie oprócz możliwości współpracy z klientem bezpośrednio na miejscu i wyjazdowych weekendów?

Przede wszystkim zachwyciła mnie fauna Florydy. Możliwość obserwacji zwierząt w naturze, które w Europie występują tylko w zoo lub nie występują wcale. Pod tym względem najbardziej podobała mi się podwodna obserwacja manatów w zatoce w Crystal River. Odkąd byłem dzieckiem darzyłem te zwierzęta ogromnym szacunkiem. Do tego czasu widziałem je na żywo tylko raz w zoo we Wrocławiu.

Crystal River

Możliwość obserwowania tego ginącego gatunku ssaków w ich środowisku naturalnym to niezapomniane przeżycie. Udało mi się je zarejestrować pod wodą na filmie. W samym Gainesville, gdzie mieszkałem, i gdzie też jest siedziba MakoLab USA, też udało mi się zobaczyć wiele ciekawych zwierząt: aligatory, ibisy, żółwie w Lake Alice, aligatory wygrzewające się na słońcu, żurawie, pancerniki w Paynes Prairie.

W UF Bat Houses przebywają tysiące molosków brazylijskich, które w każdy ciepły wieczór wyruszają na łowy. W jeden z takich wieczorów udało mi się to zobaczyć na własne oczy.

Devils Millhopper Geological State Park

 

17. Opowiedz coś o sobie, co zajmuje Ci czas poza pracą?

Prywatnie jestem mężem i ojcem. Bycie ojcem to najlepsze, co mnie w życiu spotkało. Mój wolny czas poświęcam głownie synowi. Obecnie moje lektury sprowadzają się przede wszystkim do literatury dziecięcej 🙂

Syn towarzyszy mi i małżonce w wycieczkach po Polsce i sąsiadujących z nami krajach. Zaszczepiamy mu nasze zamiłowanie do podróży, jednocześnie nie stawiając przed nim zbyt trudnych wyzwań jak na jego młody wiek.

Ponadto uwielbiam oglądać filmy i seriale, nie dyskryminując ich ze względu na kraj, rok produkcji czy gatunek. W ubiegłym roku obejrzałem 240 filmów, których nie widziałem wcześniej. Korzystam wyłącznie ze źródeł całkowicie legalnych regularnie wykorzystując 4 serwisy VOD, korzystając z kablówki i chodząc do kin.

Oceń ten wpis
(11)
MakoLab korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką prywatności. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do cookie w Twojej przeglądarce lub konfiguracji usługi.
Obserwuj MakoLab na portalach społecznościowych
Chcesz być na bieżąco z MakoNewsami? Zapisz się na nasz newsletter.