rozmowa z Krzysztofą Sopek, żoną Mirka Sopka, założyciela MakoLab

 

Piękny, słoneczny czerwcowy dzień. Siedzimy w salce Londyn w nowym biurowcu w samym centrum Łodzi przy ulicy Ogrodowej 8, gdzie mieści się teraz nowa siedziba MakoLab – agencji technologiczno – marketingowej, która w tym roku obchodzi swoje 30. urodziny. Pani Krzysztofa Sopek, żona założyciela MakoLab, Mirka Sopka z radością patrzy na widoczną za oknem łódzką Manufakturę i pałac Poznańskiego i wspomina początki działalności firmy. Rozmawiamy o tym skąd się wziął MakoLab i jak wyglądał rozwój firmy na przestrzeni 30 lat działalności z perspektywy żony jej założyciela.

 

Skąd się wziął obecny MakoLab?

Historia nazwy firmy pochodzi od imienia syna. Maciek urodził się w 1988 roku, a w 1989 roku powstała firma. Wzięło się to stąd, że Maciek nie umiał wymówić swojego imienia i mówił Mako, Mako. Do tego dodaliśmy słowo typesetting. Syn z dumą podkreśla, że to jego wkład w rozwój firmy 🙂

Poza tym, firma powstała z konieczności. Mirek był wówczas doktorantem na Politechnice Łódzkiej i jak się można domyślać, nauka nie była w cenie, brakowało nam pieniędzy, które pozwoliłyby na utrzymanie rodziny. Pracował naukowo, a wieczorami zajmował się składem tekstu.

Był rok 1989, rok wolności. Ludzie brali sprawy w swoje ręce – Mirek też. Od tego momentu biznes zdominował jego życie, ale muszę przyznać, że ciekawie nam się to potoczyło.

 

No właśnie, MakoLab to firma z ponad 30-letnią historią. Jak to wszystko się zaczęło?

Najpierw było Makotypesetting, później strasznie długa nazwa…MakoLab – Laboratorium Graficznych Technik Komputerowych.

Warunki były bardzo skromne, ale mieliśmy szczęście, że mieszkaliśmy w domu rodzinnym po moich dziadkach. Na początku Mirek miał do dyspozycji tylko biurko. Później był pokój o wielkości 20 m2, dlatego mógł się pojawić pierwszy pracownik, Zbyszek Rożenek, późniejszy wspólnik, bardzo pracowita osoba, która dużo wniosła do rozwoju firmy.

 

Kto był pierwszym klientem firmy?

Pierwszą, dużą współpracę nawiązaliśmy z drukarnią Framax, natomiast dwa duże projekty związane ze składem tekstu to były czasopisma: „Siódma Prowincja” oraz „Ziemia Łęczycka”. Warto podkreślić, że byliśmy zawsze do przodu jeśli chodzi o technologie. Inwestowaliśmy w dobrej jakości sprzęt. Pamiętam radość Mirka, kiedy kupił drukarkę. Jak już ona była, to mieliśmy wrażenie, że mamy nowoczesną firmę.

 

Jak rozwinął się MakoLab?

Przypomnę słowa, które  wypowiedziała Pani Prezydent Hanna Zdanowska na otwarciu naszej nowej siedziby na Ogrodowej – Ja nie mam nic, ty nie masz nic, stwórzmy razem coś. Taki był początek naszej działalności gospodarczej: bez inwestorów zewnętrznych, bez kapitału własnego. Jedynie pomysłowość i ciężka praca każdego dnia. Większość z tego, co zarobiliśmy inwestowane było w rozwój firmy.

Mirek był zawsze motorem napędowym działań firmy. Miał swoje wizje, które realizował i które zwykle się sprawdzały.

 

No właśnie, w 1989 roku nikt by nie powiedział, że MakoLab za 30 lat stanie się jedną z największych niezależnych agencji marketingowo – technologicznych w Polsce (wg raportu Interaktywnie).

W pewnym momencie, Mirek wyczuł koniunkturę – Internet. Ma zmysł naukowy. Od zawsze obserwował trendy, wiedział, że to ten kierunek, który będzie ważny w przyszłości. Poza tym, zawsze mieliśmy szczęście do ludzi – spotykaliśmy zwykle takich, którzy byli kreatywni, pełni zapału i gotowi do uczciwej pracy. To wszystko razem stało się kluczem do rozwoju. Sądzę też, że bardzo ważne było to, że bez względu na to, na jakim etapie byliśmy, zawsze staraliśmy się o dobre relacje. Chcieliśmy piąć się w górę, ale nie kosztem innych ludzi. Mamy nadzieję, że nasi współpracownicy dostrzegali dobrą atmosferę pracy i to, że, w miarę możliwości, staraliśmy się poprawiać warunki pracy. Dzięki takiemu podejściu, do dziś, mamy wielu przyjaciół z dawnych lat i liczne dobre kontakty.

 

Powiedziała Pani, że ciągle poprawialiście warunki pracy. W ciągu tych 30 lat działalności MakoLab przeprowadzał się kilka razy. Pamięta Pani poprzednie siedziby firmy?

Kiedy mieściliśmy się w domu przy ulicy Praskiej, zleceń było na tyle dużo, że w pewnym momencie siedziało 8 osób na 20 metrach kwadratowych. W 1992 roku podjęliśmy decyzję o wynajęciu zewnętrznej powierzchni, dlatego przeprowadziliśmy się na Piotrkowską 102 A. Wtedy wydawało mi się, że jesteśmy w raju. Sąsiedztwo Urzędu Miasta Łodzi, najbardziej znana ulica w Łodzi – Piotrkowska i 120 metrów kwadratowych do naszej dyspozycji to był duży przeskok cywilizacyjny w historii naszej firmy.

Później przenieśliśmy się na Gdańską 80, gdzie na kilku poziomach pracowało już około 50 osób. Pierwsze nowoczesne biuro MakoLab było przy ulicy Niciarnianej, w odnowionych przestrzeniach pofabrycznych. Jednocześnie pojawiło się też duże biuro przy ul. Demokratycznej, gdzie do końca 2018 roku mieściła się siedziba spółki. W tamtym czasie w MakoLab pracowało około 100 osób.  Każde kolejne biuro było lepsze i bardziej funkcjonalne. W kolejnej siedzibie, przy ulicy Rzgowskiej pracowało już około 160 osób a dynamika wzrostu zatrudnienia wciąż rośnie. Teraz w biurze przy ulicy Ogrodowej pracuje ponad 200 osób.

 

Jak wyglądała Pani przygoda z MakoLab? Jako żona założyciela firmy miała Pani z pewnością wiele obowiązków nie tylko zawodowych.

Skończyłam psychologię i przez kilka pierwszych lat pracowałam w zawodzie. Jednak w pewnym momencie zdecydowałam się zaangażować w pomoc Mirkowi przy prowadzeniu działalności firmowej. Pełniłam funkcje biurowo-administracyjne: przygotowywałam dokumenty, zajmowałam się  finansami, pilnowaniem płatności, kontaktami z bankami i biurem księgowym…

Mam poczucie, że wielu rzeczy w życiu samemu się nie wybiera, one się po prostu dzieją.

Podział był zawsze taki: w Makolab – Mirek zajmował się najważniejszymi sprawami biznesowymi, a ja pełniłam rolę pomocniczą. Pozostała sfera życia, zwłaszcza rodzinnego, spoczywała głównie na mnie.

W tym roku obchodzimy 35 rocznicę ślubu oraz 30. rocznicę istnienia firmy. To dobry czas na podsumowania. Myślę, że bilans tych lat jest dla nas bardzo dobry.

Do pokoju wpada Mirek Sopek i mówi do swojej żony – Krzysiu, dobre wiadomości, mogą nam założyć ten światłowód.. Tylko wiesz, musisz to ogarnąć…

 

To chyba najlepsze podsumowanie tego, co przed chwilą Pani powiedziała 🙂

Tak, to cały Mirek, ale podziwiam go.

 

Za co najbardziej go Pani podziwia?

Mirek ma osobowość naukowca, odkrywcy i nie lubi chodzić prostymi ścieżkami. Znajduje ideę i konsekwentnie ją realizuje. Jest w tym odrobina szaleństwa, ale też kalkulacji. Mirek mógłby zrobić karierę w nauce, ma ku temu predyspozycje, mógłby w tej dziedzinie dużo osiągnąć. Studiował fizykę techniczną na Politechnice Łódzkiej, miał indywidualny tok studiów, które zakończył ze wspaniałym wynikiem. Następnie obronił pracę doktorską z chemii, która była wyróżniona nagrodą ówczesnego Ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego. Miał świetnych profesorów, mógł dużo osiągnąć, ale z powodów ekonomicznych musiał z tego zrezygnować. Zawsze potrafi jednak swoje zdolności, podparte bardzo ciężka pracą , wykorzystać biznesowo. Do dziś, w znacznym stopniu wyznacza kierunki, w jakich zmierza firma. Sprzyja temu jego otwartość na ludzi, wiedza i ogólnie rozumiana ciekawość świata.

 

Chyba pierwszym takim ważnym momentem było zatrudnienie prezesa Wojciecha Zielińskiego i przekazanie mu sterów MakoLabu w 2007 roku. 

Tak, to był punkt zwrotny dla naszej firmy, podobnie jak wcześniejsza decyzja o wejściu na rynek NewConnect.

Mirek i Wojtek spotkali się i zaprzyjaźnili na WSHE, uczelni, na której Wojciech Zieliński był wicekanclerzem, a Mirek Sopek wykładowcą (kontakt z nauką i studentami zawsze był dla niego niezwykle ważny).

Prowadzenie MakoLab na tamtym etapie, to nie była prosta sprawa, firma wciąż się rozwijała, potrzeba było nowych  kompetencji zarządczych. Pojawił się Wojciech Zieliński – nowy człowiek z dużym doświadczeniem biznesowym, który odciążył Mirka w sprawach organizacyjnych, wiele rzeczy uporządkował i nadał im nowy bieg. MakoLab stał się dzięki temu firmą nowocześnie zarządzaną.  Bardzo sobie cenimy współpracę z Wojciechem.

 

Pierwszym takim dużym klientem MakoLab był międzynarodowy koncern Renault – Nissan. Wiele osób w firmie podkreśla, że zdobycie tego klienta to właśnie zasługa Mirka Sopka. Czy pamięta pani ten okres? Pewnie było go coraz mniej w domu.

Tak, to był jeden ze zwrotnych punktów w historii MakoLab. W tamtym czasie, kiedy pojawiła się szansa na współpracę z klientami francuskimi, zaczął nawet uczyć się języka francuskiego, aby mieć większy wpływ na przebieg rozmów. Zresztą, on cały czas się czegoś uczy. Ilość książek, z różnych dziedzin, jest wokół niego ogromna. Biznes pochłania Mirka całkowicie i tak jest do dziś.

 

30 lat pracy w firmie to kawał życia. A jak się relaksujecie poza pracą? Czy macie taką swoją odskocznię?

Mamy swoje miejsce na ziemi i lubimy spędzać razem czas.

Kiedy udaje się znaleźć trochę wolnego czasu, to zwiedzamy ciekawe miejsca na świecie, ale najbardziej kochamy polskie wybrzeże. Tam naprawdę odpoczywamy, a Mirek jest wielce szczęśliwy, gdy może popływać w zimnym Bałtyku 🙂

Nie wyobrażamy sobie życia bez muzyki, więc kiedy pojawia się możliwość pójścia na koncert, staramy się zawsze korzystać.

Ostatnio spełniło się jedno z naszych marzeń – usłyszeliśmy na żywo zespół Dead Can Dance i było to dla nas niezwykłe przeżycie… a w szufladzie czekają już bilety na koncert King Crimson!!! Szaleństwo prawdziwe 🙂

 

Za nami już oficjalna uroczystość 30 – lecia istnienia MakoLab, podczas której wystąpił  Michał Urbaniak z zespołem. Jazz jest bliski zarówno Pani, jak i mężowi.

Spotkanie z Michałem Urbaniakiem to było spotkanie z Wielką Legendą i do dziś nie mogę uwierzyć, że na naszej uroczystości wystąpił jeden z najwybitniejszych muzyków jazzowych…

Jazz nas połączył – poznaliśmy się na koncercie tria Wojciecha Karolaka, z którym śpiewał młody wokalista Stanisław Soyka. To był koncert w siedzibie Polskiego Stowarzyszenia Jazzowego na Piotrkowskiej. Siedziałam, a obok było ostatnie puste krzesło. Mirek podszedł i zapytał, czy może usiąść…. Zaczęliśmy rozmawiać… Szybko okazało się, że jesteśmy z zupełnie różnych światów, mamy inne opinie i poglądy. Jednak coś nas do siebie przyciągało…

Będąc młodą dziewczyną, marzyłam, aby związać się z mężczyzną całkowicie różnym ode mnie, aby nie było miejsca na nudę… no i sprawdziło mi się J

Zdarzają się zgrzyty i konflikty, ale jest ciekawie. Różnimy się i uzupełniamy jednocześnie. Wiemy, że nie dochodzi się łatwo do sukcesów, jednak jesteśmy czasem szczęśliwi.  Zwłaszcza, kiedy widzimy satysfakcję i podziw w oczach naszych dzieci.

Ale, trzeba uważać o czym się marzy, bo to się może spełnić 🙂

 

Zobacz skrót video z imprezy

 

Zobacz zdjęcia z 30 – lecia MakoLab

Oceń ten wpis
(5)
MakoLab korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką prywatności. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do cookie w Twojej przeglądarce lub konfiguracji usługi.
Obserwuj MakoLab na portalach społecznościowych
Chcesz być na bieżąco z MakoNewsami? Zapisz się na nasz newsletter.